Rynek PC ponownie znalazł się pod presją, ale tym razem najmocniej nie obrywają najdroższe laptopy, stacje robocze ani komputery dla profesjonalistów. Największy problem mają budżetowe komputery, czyli sprzęt kupowany przez uczniów, studentów, rodziny, pracowników biurowych i osoby, które po prostu potrzebują taniego urządzenia do codziennych zadań.
Jeszcze niedawno najtańszy laptop był prostą odpowiedzią na podstawowe potrzeby, przeglądarka, dokumenty, poczta, wideorozmowy i kilka aplikacji naraz. Teraz ten segment coraz mocniej traci sens biznesowy dla producentów. Komponenty drożeją, marże maleją, a klienci nie chcą dopłacać do sprzętu, który miał być przede wszystkim tani.
Rynek PC notuje największy spadek od 2023 roku
Z raportu Omdii wynika, że w pierwszym kwartale 2026 roku dostawy komputerów w USA spadły do 15,8 mln sztuk. To wynik słabszy o 7% rok do roku i jednocześnie największy spadek od trzeciego kwartału 2023 roku. Analitycy prognozują, że w całym 2026 roku amerykański rynek PC może skurczyć się aż o 14,4% względem 2025 roku.
To nie jest zwykłe sezonowe osłabienie. Omdia wskazuje na kilka czynników naraz, wysokie ceny pamięci DRAM i NAND, ograniczoną dostępność komponentów, efekt wcześniejszych zakupów przed zmianami taryfowymi oraz osłabienie popytu po cyklu wymiany komputerów związanym z przejściem na Windowsa 11. Microsoft zakończył wsparcie dla Windowsa 10 14 października 2025 roku, więc część firm i użytkowników prywatnych przyspieszyła wymianę sprzętu już wcześniej.
Efekt? Wielu klientów ma już nowy komputer i nie wróci do sklepu przez kilka kolejnych lat. Ci, którzy dopiero teraz muszą kupić laptopa, trafiają natomiast na gorszy moment cenowy.
Budżetowe komputery dostały najmocniej
Najbardziej niepokojąco wygląda segment urządzeń poniżej 500 dolarów. Omdia podaje, że dostawy takich komputerów spadły w pierwszym kwartale 2026 roku aż o 18,7% rok do roku. To właśnie budżetowe komputery są najbardziej wrażliwe na wzrost cen podzespołów, bo producenci mają tam najmniej miejsca na ukrycie dodatkowych kosztów.
W droższym laptopie łatwiej „rozpuścić” podwyżkę w lepszym ekranie, mocniejszym procesorze albo większym dysku. W tanim modelu każdy dodatkowy koszt od razu psuje całą kalkulację. Jeżeli producent podniesie cenę, komputer przestaje być budżetowy. Jeżeli jej nie podniesie, musi ciąć marżę albo specyfikację.
To szczególnie duży problem dla edukacji. W pierwszym kwartale 2026 roku segment edukacyjny spadł o 6,2%, ale Omdia ostrzega, że stabilizacja może nie potrwać długo, bo drożejące komputery najmocniej uderzają właśnie w urządzenia wybierane przez szkoły i instytucje publiczne.
Tani laptop do nauki, pracy zdalnej albo podstawowych zadań może być coraz mniej opłacalny. Przy zakupie trzeba będzie jeszcze uważniej patrzeć na RAM, dysk, ekran i możliwość późniejszej rozbudowy. Pisaliśmy o tym szerzej w poradniku, jaki laptop wybrać do pracy.
AI podbija ceny pamięci i dysków
W tle całego kryzysu znajduje się sztuczna inteligencja. Centra danych potrzebują ogromnych ilości pamięci, a producenci komponentów kierują część podaży tam, gdzie popyt i marże są najwyższe. Omdia wskazuje, że coraz większa część dostaw DRAM i NAND trafia do zastosowań serwerowych oraz AI, co ogranicza dostępność tańszych komponentów dla komputerów konsumenckich.
To nie jest abstrakcyjny problem z poziomu wielkich korporacji. Gdy drożeje pamięć, drożeją laptopy, komputery stacjonarne, mini PC, a czasem również inne urządzenia elektroniczne. Temat cen RAM-u już wcześniej budził kontrowersje, o czym pisaliśmy przy okazji pozwu wobec firm Samsung, Micron i SK Hynix w sprawie rzekomej zmowy cenowej na rynku pamięci. Warto przypomnieć, na tym etapie są to zarzuty, a nie sądowe rozstrzygnięcie, ale sprawa dobrze pokazuje, jak napięty stał się rynek pamięci.
Problem jest tym większy, że współczesny komputer potrzebuje więcej pamięci niż kilka lat temu. 8 GB RAM-u w laptopie do pracy coraz częściej okazuje się ryzykownym kompromisem, a 16 GB staje się rozsądnym minimum. Jeżeli ceny pamięci będą dalej rosły, producenci tanich komputerów mogą wrócić do słabszych konfiguracji albo podnosić ceny modeli, które wcześniej były dostępne dla znacznie szerszej grupy klientów.
Nawet Apple pokazuje, że taniej może już nie być
Dobrym symbolem obecnej sytuacji jest MacBook Neo. Apple podniosło jego cenę startową w USA z 599 do 699 dolarów, a MacRumors wskazuje, że zmiana objęła również inne produkty firmy.
To ważny sygnał, bo MacBook Neo był pozycjonowany jako najtańsze wejście do świata komputerów Apple. Jeżeli nawet produkt z założenia bardziej przystępny cenowo drożeje, trudno oczekiwać, że producenci tanich laptopów z Windowsem będą mogli długo utrzymywać stare ceny bez kompromisów.
Dla użytkowników oznacza to trudniejszy wybór. Kupować teraz, zanim ceny pójdą wyżej? Czekać na promocje? A może zamiast nowego laptopa lepiej rozbudować domowe stanowisko pracy o monitor, klawiaturę, mysz i stację dokującą? W niektórych przypadkach ta ostatnia droga może mieć sens, zwłaszcza jeśli obecny komputer nadal działa poprawnie. Przy takim scenariuszu pomocny będzie nasz poradnik, jaki monitor wybrać do pracy zdalnej, oraz zestawienie najlepszych akcesoriów do home office.
Czy tanie komputery naprawdę znikną?
Nie oznacza to, że budżetowe komputery znikną z dnia na dzień. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz że granica „taniego” sprzętu przesunie się wyżej. Laptop, który jeszcze niedawno kosztował niewiele i wystarczał do podstawowych zadań, może za chwilę kosztować jak model ze średniej półki. Z kolei naprawdę tanie urządzenia mogą mieć coraz więcej kompromisów, mniej RAM-u, mniejszy dysk, słabszy ekran albo krótszy cykl życia.
Największy problem polega na tym, że klienci z segmentu budżetowego są najbardziej wrażliwi na ceny. Jeżeli komputer drożeje o kilkanaście lub kilkadziesiąt procent, wiele osób po prostu odkłada zakup. Omdia wskazuje, że średnie ceny sprzedaży komputerów wzrosły w pierwszym kwartale 2026 roku o 4%, ale w drugim kwartale wzrost ma sięgnąć 12%, a w drugiej połowie roku przekroczyć 12%.
Branża PC wchodzi więc w niewygodny moment. Producenci muszą płacić więcej za komponenty, ale klienci nie chcą płacić więcej za końcowe urządzenia. A najbardziej napięta sytuacja panuje tam, gdzie margines był najmniejszy od początku, w budżetowych komputerach.
Na koniec zostaje pytanie, które dotyczy nie tylko firm technologicznych, ale każdego kupującego. Czy tani komputer nadal będzie realną opcją dla ucznia, pracownika i zwykłego domowego użytkownika? Czy może właśnie zaczyna się okres, w którym „budżetowy laptop” będzie oznaczał coś zupełnie innego niż jeszcze kilka lat temu?
Komentarze
Jeszcze nie ma komentarzy.